WĘGRY - RUMUNIA - UKRAINA



Sprzęt: Africa Twin rocznik 90
Długość trasy: około 2600 km
Kraków- Łysa Polana - Eger - Oradea - Deva - Petrosani - jezioro
Vidra - przełęcz Urdele - trasa transfogaraska - Sighisoara - Bukowina (malowane cerkwie) - polskie wsie Pojana Miculi itd. - Czerniowce- Chocim - Kamieniec - Stanisławów - Stryj - Sambor- Krościenko - Kraków.

Dniestr Zaleszczyki Dom Vladka


Wyjazd był szybki, i "trochę" improwizowany. Po wahaniach rezygnacja z namiotu - słuszna decyzja. Najdroższe noclegi wypadły w Czerniowcach i Stryju (ok. 15 euro za 2 osoby).
Ceny paliwa w Rumuni: ok. 26000 lei
Euro = ok. 40 000 lei
Obiad w hotelu w Sighisoarze (z piwkiem) dla 2 osób - 220 000 lei
Piwo w knajpie w miescie15000 lei
Butelka wina (niezłego) wysoko w górach - 200 000 lei.

Droga do Kaczycy Droga do Urdele


Starałem się tankować na stacjach OMV (b. dobry standard, można płacić kartami (również Maestro), i jest dobra kawa (można też coś zjeść). Stacje OMV są najczęściej ulokowane przy wjazdach do większych miast. Nasycenie stacji przyzwoite, choć jadąc trasą transfogaraską trzeba być przygotowanym, że nie będzie paliwka przez 100 km. Motocykle są rzadkością (ja spotkałem na trasie tylko 3 ekipy - wszystkie były z Niemiec).
Fogarasz Fogarasz


Drogi lepsze niż oczekiwałem, trasy są dosyć często remontowane, co jest pewną uciążliwością. Ale część jest już po remontach i jazda nimi jest przyjemnością (bardzo ładny, winkielkowy odcinek z Sighisoary do Targu Mures ) O przelocie przez Słowację i Węgry nie ma co pisać, popadał, ale było szybko i bezboleśnie, nocleg pod granicą rumuńską na kwaterze prywatnej (wiocha pełna "zimmer frei" po 7 euro).
Fogarasz Fogarasz


Wszystkie granice bezboleśnie i bez większych kolejek (jedynie RUM - UKR około 0,5 h). Oradea zaskakująca swym, no chyba przepychem, piękne miasto, z ładną starówką. Afryka została przypięta do jakiejś latarni i Oradea została obfotografowana. Motorkowi nic się nie przydarzyło podczas parkingu, choć sakwy były zamknięte na zamek błyskawiczny tylko. Ale to był 2 godzinny stop, zakup mapy, sprawdzenie gdzie jest to Urdele i w drogę...
Fogarasz Fogarasz


Urdele W planach był Maramuresz i Bukowina, ale przed wyjazdem wyczytałem o przełęczy Urdele, najwyżej położonej drodze w Karpatach. No i postanowiłem sprawdzić tę trasę. Wiedziałem, że to szuter i kilkadziesiąt km, ale jej wysokość mnie zachęciła do zboczenia o te 400 km na południe od planowanej pierwotnie marszruty.
Horodenka Fogarasz


Z Petrosani pojechaliśmy więc w stronę jeziora Vidra. Nędzny asfalcik skończył się po kilku km i zaczął się taki niegroźny szuterek. Droga pięła się dość intensywnie w górę, ale Afryce to nie przeszkadzało. Mnie też, zwłaszcza że z naprzeciwka wyjechał regularny TIR. Skoro oni dają rade... Robiło się już późno i trzeba było poszukać noclegu. Dojechaliśmy nad Vidrę. Jeziorko wyglądało tak ładnie, ze ćwiartka filmu poszła na udokumentowanie chwili. Po drugiej stronie, w blasku zachodzącego słońca widać było wielki hotel.
Kamenets


Na drodze zaczął się asfalt więc winkielkami dookoła jeziorka pomknęliśmy w jego kierunku. Po 15 km okazało się, że hotel owszem jest, nawet sześciopiętrowy, tyle że nigdy nie został wykończony i w stanie surowym stoi już kilkanaście lat. Na szczęście w pobliżu był ośrodek, przy którym stało 5 motorków z bawarskimi rejestracjami. Kolacja, lekkie pijaństwo z Niemcami i decyzja, że rano jedziemy na Urdele. Ponieważ byliśmy z bagażami i we dwoje, pojechaliśmy pierwsi. Trochę trudno było znaleźć ten skręt na Urdele, ale się udało.
Laski Malowana


Wszystkiego ze 30-35 km drogi przez góry. Nie bardzo extremalna, ale miłośnikom plastików nie polecam. Asfaltu nie było wcale, trochę błota w lesie, później bardzo pod gorę i droga coraz węższa. Jakieś zdjątka i dojechali nas Niemcy. Dalej pojechaliśmy razem. Jeden z niemieckich GSów miał problemy z biegami więc się rozstaliśmy i Urdele osiągnęliśmy samodzielnie. 2150 metrów. Ludzie robią to na rowerach http://www.bikeromania.de/tour2002bild3.htm wiec znowu żadne takie extremum dla motocykli. Wjechaliśmy we dwójkę i z bagażami. Zjazd już lajtowy w stronę Novaci.
Minaret Moldovita


Trasa transfogarska Zaatakowaliśmy ją od południa. Ładna droga w lesie, ale asfalt nie teges więc ostrożnie. Dojechaliśmy do sztucznej zapory dość wysoko w górach, widoczki całkiem całkiem. Droga wokół jeziora z tysiącem zakrętów, kilka motocykli po drodze.
Niemce Oradea


Nudno jednak, bo na zakrętach leżał żwir i nie chciałem ryzykować szlifu. Ale później zaczął się podjazd pełen ładnych patelni z bardzo czystym i równym asfaltem. Na końcu (albo jak kto woli w połowie drogi) tunel pod górą, ciemny, nieprzyjemny, nieoświetlony i mocno zaparowany. Super zjazd na dół: winkielki, patelnie, i pędzimy w stronę Sighisoary. Po drodze kilka fotek chłopskich zamków, Te wsie transylwańskie są baaaardzo ładne.
Oradea Spotkanie


Sighisoara Piękne miasteczko, żal nie zobaczyć. Nie odpuszczajcie tego sobie. Podjechaliśmy na ryneczek i doskoczył do nas jakiś chłopak, który płynną angielszczyzna zaproponował spanko i parking dla motocykla. Po targach ustalono cenę 15 euro. Uroków miasta nie będę opisywał, jedno jest pewne: warte zobaczenia!
Urdele Urdele


Bukowina Następnego dnia gonitwa w stronę malowanych klasztorów, droga spoko, Rumuni jeżdżą poprawnie, trochę się zbytnio wychylają jadąc w sznurze samochodów, ale poza tym spoko. Policjanci rumuńscy odmachiwali na nasze pozdrowienia nie zatrzymując nas wcale. Tubylcza ludność pozdrawiała przejeżdżającą Afrykę witając ja z entuzjazmem. Malowane klasztory warte zobaczenia, ale bez przesady - nie trzeba oglądać wszystkich.
Urdele Urdele


Polskie wioski są w okolicy, wiec czemu nie zajrzeć... Pojechaliśmy do Pojana Miculi. Asfaltu nie było, ale droga równa i dostępna nawet na jakiejś armaturze. Pogadalismy chwile, fajnie i chętnie mówią o swoim życiu. Polak to dla nich jednak jakaś atrakcja.
Urdele


Droga, ktorą znajdziecie na mapie w stronę Sucevity nie istnieje. Poradzono nam wracać do Humorlu, ale co tam, skręciliśmy na wioskę Pleşa. No powiem Wam, ze Urdele przy tym to pryszczyk. Podjazd był taki, ze się Afryka zagrzała. A później zjazd w stronę Nowego Solonca. Polecam tylko miłośnikom hard enduro. Żałowałem, ze się zdecydowałem na ta trasę, te 2 km robiłem chyba z kwadrans, a serce miałem na ramieniu... Udało się bez wywrotki. ale nie było oczywiste.
Urdele


Ukraina Do Czerniowiec dojechaliśmy późno i rozpadał się deszcz. Hotele wyglądały zniechęcająco drogo. Ostatecznie stanęliśmy w "Kijowie" - cena 20 USD, ale noc, mokro - trudno niech będzie. Na hotelowym parkingu po rozpakowaniu betów zażyczono sobie (z góry) opłatę za motocykl w wysokości 10 dolców. Bandyctwo oczywiste. Zostali wiec dla zasady olani i zrezygnowaliśmy z hotelu. Po krótkich poszukiwaniach odkryliśmy motel za 60 grzywien. Rankiem okazało się ze z przedniego koła uszło powietrze, wulkanizator nie bardzo chciał się tym zająć, ale łaskawie napompował koło.
Urdele Vidra


Kierunek Chocim i Kamieniec. W Chocimiu moto zostawiliśmy na zamkniętym przytwierdzonym parkingu. W Kamieńcu pożarliśmy w centrum jakiś obiadek, poleciliśmy paniom kelnerkom pilnować Afryki i poszliśmy sobie. Po powrocie Afryka stała jak najbardziej i tylko powietrze z niej uszło. Dopompowani przy pomocy pompki wyciągniętej z Dniepra ( podróżowała nim rodzinka ubrana w gustowne hełmofony jakie znacie z Czterech pancernych i psa) ruszyliśmy w stronę Polski zahaczając z ciekawosci o Zaleszczyki pamiętając o drodze, ktorą ewakuowano się z Polski do Rumunii w 1939 roku.
Vidra


Jechaliśmy bocznymi drogami, wypadł jakiś 30 kilometrowy szutrowy odcinek, ale Afryka nie pęka i pozwalaliśmy sobie na prędkość 100-110 km/h. Przed samym Stryjem jakieś takie dziwne rondo wyrosło niespodzianie, i pojechaliśmy trochę inaczej niż trzeba ;) Buch, milicyjna DAI. No i musiałem dać. Wyszło cos koło 120 zeta. Bez pretensji, bo rzeczywiście przegiąłem. Nocleg w Stryju - motel u Andrieja (14 euro). Rankiem spokojna i lajtowa już jazda do Krakowa.
Voronet Zjazd


Sambor